Alterglobalizm w Poznaniu
W starych podręcznikach szkolnych można było dowiedzieć się czegoś m.in. o bohaterskiej walce mas robotniczych z bezwzględnym najeźdźcą hitlerowskim, o nadrzędnej roli PZPR czy niecnych uczynkach czynionych przez kapitalistyczny świat zachodni. Czasy te już jednak minęły, a współcześnie w książkach pisze się całkiem inaczej.
Otóż po 1989 r. nasze zniewolone państwo poradziło sobie w końcu z socjalizmem, został zaimplementowany najlepszy system we wszechświecie, a więc anarchizm, a poza tym wolny rynek. Oprócz tego weszliśmy do NATO, które uratuje nas przed każdym ewentualnym napastnikiem, a przede wszystkim staliśmy się integralną częścią jednoczącej się Europy – prawdziwej oazy dostatku, nowoczesności i postępu. Kłopot polega na tym, że w absolutnie każdej epoce ówczesna władza stara prezentować się w jasnych barwach i wmawia ludziom, że tak jakby nadszedł ,,koniec historii”. Przeszłość, a przynajmniej dotychczasowe rządy były niedobre, teraźniejszość jest dobra, a przyszłość już na pewno będzie wspaniała. Wprawdzie w ciągu ostatnich dwudziestu lat sporo odmieniło się na lepsze, lecz trzeba być naprawdę łatwowiernym, żeby prostodusznie przyjmować serwowaną nam na co dzień medialną propagandę. Możemy zacząć już od słynnego Okrągłego Stołu, a więc ponoć historycznego momentu, będącego w rzeczywistości zapewne jedynie wcielaniem w życie koncepcji tak zwanego miękkiego lądowania socjalistów. Od tego czasu (może poza Lepperem) rządzą nami cały czas ci sami ludzie, którzy niekiedy tylko wymieniają nazwy ugrupowań politycznych i nawet udają, że się czymś istotnym różnią. Mniejsza z tym czy to szczebel lokalny, np. Poznań i jego prezydent R. Grobelny, czy ekipa siadająca co parę lat na ulicy Wiejskiej. Tak funkcjonuje nasza polska demokracja. Gospodarka natomiast – pomimo częściowej liberalizacji – pętana jest ogromnymi podatkami i biurwokracją jaka nie istniała nawet za realnego socjalizmu. Rośnie za to dług Polski i to szybciej niż za komunisty Gierka. Może wszelako egzystować jakaś kultura alternatywna albo ruchy takie jak na przykład alterglobalizm, ale wszystkie takie inicjatywy i tak nie mają szans z potężnymi mediami – nieważne czy reżimowymi, czy prywatnymi, które doglądają jedynie interesów swoich mocodawców. Widać zatem dokładnie, że historia nigdy się nie skończy, a polityka zawsze będzie miec brud za paznokciami.